Blog lilly05
Próba 2010-11-13

 


Wchodzę do domu, z mocnym postanowieniem szczerej rozmowy z mamą. Nikt mi nie będzie mówił, że nie potrafię, a tym bardziej, że nie chcę.


-Kasia? To ty? – słyszę jej głos z kuchni.


Chcę przejść, obok, nie odzywając się. Głupia, strofuję się w myślach. Co przed chwilą chciałaś zrobić?


-Tak, to ja… - mówię idąc do kuchni.


Wstaję w progu. Mama przygotowuje dla nas kolację, stara się, widzę to, staram się doceniać, ale nie mogę zapomnieć, tego co przez nią przeżyłam. Jest dobrą matką, może nie było tak zawsze, może potrzebowała trochę czasu…


-Co tak stoisz i mi się przyglądasz? – mama pyta z uśmiechem.


Już mam coś powiedzieć, ale nie potrafię, ja naprawdę nie potrafię, z nią rozmawiać.


Mrucząc coś pod nosem, wychodzę z kuchni.


Zamykam się w pokoju. Musze to jakoś zacząć…


Wtedy dzwoni telefon.


-Beata, ach, to ty…


-Mówiłam ci żebyś tak do mnie nie mówiła! – w wyobraźni widzę, jak przewraca oczami- coś nie cieszysz się że dzwoni twoja przyjaciółka.


-Miałam ciężki dzień…


-Daj spokój, przecież Sabinę wyrzucili, nikt ci już nie zagraża, żyć , nie umierać! – jej głos jest pełen radości, której we mnie nie ma.


-Rozmawiałam z Karolem, opowiedziałam mu o sobie, rozumiesz? To było dla mnie trudne…


-Zaraz , kim jest ten Karol? – dziwi się Berta – nic mi o nim nie mówiłaś! – dodaje z wyrzutem.


-Na pewno ci mówiłam – prawię krzyczę do słuchawki, jak ta dziewczyna, czasem działa mi na nerwy – tak nie słuchasz!


-Pamiętałabym!


-Och, nie obrażaj się, to kolega Tomka, teraz i mój…


-A co z Maćkiem? – pyta.


-Nie wiem , nie wiem – mówię opadając na łóżko- on sam nie wie czego chce! Dziś Sabinę wywalili, szukam Maćka, by razem z nim się ciszyć, a on.. on.,… całuje się z nią …- kończę ze łzami – Ona zrobiła to specjalnie! Żeby zepsuć, nas związek.


-Nie usprawiedliwiaj go …


-Nie chcę tego słuchać – rozłączam się.


Nie będę o tym z nikim rozmawiać, dopóki Maciek nie porozmawia ze mną. A on milczy…


Podskakuję na dźwięk esemesa. Czego ta Berta jeszcze chce?


„Próbowałem się z tobą skontaktować, ale ciągle zajęte. Nie skończyliśmy rozmowy!”


Karol!


uwaga! 2010-11-11

Wracam do pisania!


Czy jest ktoś chętny do czytania?


Odpowiedż na pytanie. 2010-04-07

-Opowiedz mi o swojej ciotce, o tym dlaczego z nią mieszkasz, a nie z rodzicami- nalega Karol zatrzymując samochód na poboczu. Droga do domu będzie długa. Zadowolona z tego , że Karol w końcu się odezwał, i że nie mówi już nic o Maćku, mogę mówić o ciotce. To mniej boli.
-Och, ten Tomek – jęczę.
-Dziwisz się , że mi to powiedział? W końcu zdradził ci moją tajemnicę – mówi, podkreślając słowo : „moją”. – Coś za coś – z uśmiechem rozkłada ręce.
-Ok, mogę ci powiedzieć – zgadzam się, choć już wcześniej podjęłam tą decyzję – najpierw, zanim się urodziłam, i zanim urodził się Michał, rodzice mieszkali z ciotką. .. mama urodziła Michała w wieku 17 lat… niedługo potem nie.. – widzę zdziwione spojrzenie Karola- nie pytaj o nic… stało się … nic dziwnego , że nie potrafiła się zając swoimi dziećmi.. ojciec jest dużo od niej starszy … nie dogadywali się, ale nadal są razem… no więc ciotka zajmowała się nami… głównie mną , bo Michał lgnął do ojca… a ja … ja przywiązałam się do ciotki.. . wszędzie za nią chodziłam… nic dziwnego, jak własna matka się tobą nie zajmuje… - wdycham – kiedy w życiu ciotki pojawił się wujek , rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce…chcieli mnie zabrać… szczelnie tacie na tym zależało.. mamie było to obojętne.. bo dla niej ważniejszy był Michał… ale ja nie chciała.. płakałam… krzyczała, że chcę zostać z ciocią i zostałam.. to ona dla mnie jest i na zawsze pozostanie mamą…bo co to za matka która nie chce własnego dziecka! .. to tyle sensacji.. nic takiego …wiesz co działo się niedawno i dlaczego musiała stamtąd się wyprowadzić? – pytam niepewnie.
-Tak. I jest mi przykro – jego smutne oczy patrzą na mnie.
-Niech ci nie jest przykro , bo i mnie nie jest… nie możesz się tym przejmować , to było minęło – macham ręką – boli mnie tylko to , że nie mogę … nie umiem.. a może nawet nie chcę mieć dobrego… kontaktu z mamą.. nie potrafię jej kochać.. wmawiam sobie , że jej na mnie nie zależy.. a może tak jest … -mówię ze łzami w oczach.
-Och, Kasiu, tyle przeszłaś – Karol schyla się ku mnie , próbując mnie przytulić, jesteśmy niebezpiecznie blisko siebie –nigdy nie słyszałem takiej historii – mówi z uśmiechem.
-To nie jest śmieszne! – oburzam się.
-Nie wolno mi tobie współczuć, nie wolno się śmieć- mówi z wyrzutem, śmiesznie wydymając usta.
Uśmiecham się. Po raz pierwszy tego dnia , chce mi się śmiać! I to przez Karola.
-Masz naprawdę ładne oczy – mówi patrząc mi prosto, w te piękne oczy. Od razu się od niego odsuwam.
-No wiesz… nie wylatuj tu z takim głupim tekstem! To nie jest śmieszne! – mówię zdenerwowana.
-Przecież wiesz że mi się podobasz. Wiesz? – patrzy na mnie ze miną zbitego psa.
-Jedź! – mówię szybko odwracając wzrok. Nie czas teraz na takie rozmowy. Czy wiem? Czy wiedziałam? Nie wiem… nie …nie chcę wiedzieć.. chcę do Maćka.
-Zawieziesz mnie do domu? – patrzę na niego – proszę cię.
Karol nie mówiąc nic rusza.
-Mam jednak przewagę nad Maćkiem – mówi z tryumfalną miną.
-Co? – pytam zdziwiona.
-Ja wiem o twojej cioci. Bo przecież nie powiedziałaś o tym Maćku –patrzy na mnie –a to coś znaczy.
-To nic nie znaczy – mówię wymijająco- nie miałam kiedy.
Karol uśmiecha się do siebie. Dalej jedziemy w milczeniu.
Dopiero gdy stoimy przed moim domem :
-Będę o ciebie walczył! –mówi z determinacją.
-Nie jestem rzeczą którą można wygrać! – wychodzę z samochodu, trzaskając drzwiami. Na dworze jest już ciemno, nie zauważyłam że jest już tak późno. To przez tą jesień – myślę z wyrzutem –dni coraz krótsze.
-Przepraszam! Nie chciałem cię urazić – Karol wybiega za mną.
-Nie przepraszaj! Tylko nie rób tego więcej – mówię wracając się po zapomniany plecak – nie lubię jak mnie przepraszają, jedno słowo nie naprawi tego co się stało …
Karol staje przede mną.
-Przepuść mnie, chcę do domu!
-Mogę wejść – patrzy mi w oczy.
Nie mówię nic, a on idzie za mną.
Od progu wita mnie mama.
-Kasiu, co się stało? – pyta zmartwiona.
-Nic, daj mi spokój, idę z Karolem do pokoju , i proszę cię nie przeszkadzaj mi..nam nie przeszkadzaj.
Słyszę ciche dzień dobry Karola i szybko wchodzę do pokoju.
-To twoja wina!- mówi Karol wchodząc do środka- ty nie chcesz nawiązać z nią porozumienia…
Jak on mnie dobrze zna.


Karol ! Zwolnij! 2010-04-05

-Zwolnij! – krzyczę na Karola, z przerażeniem patrząc na licznik. Mocniej wbijam się w fotel, kurczowo trzymając się pasów. W duchu przeklinam się za to że wsiadłam z nim do samochodu. Zaskoczył mnie.


-Karol , proszę cię – mówię szeptem, patrząc na jego profil, lekko zgarbiony nos, wargi zaciśnięte ze złości, jego anielskie włosy gonią na wszystkie strony.. nie patrzy na mnie…skoncentrowany na drodze- przecież nic takiego się nie stało – próbuję mu wytłumaczyć.


-Nic takiego – prycha – Kaśka, za dużo , teraz już przegiął.. dlaczego ty mu na to pozwalasz?


-Nic się nie stało! – przekonuję nie tylko Karola, ale i  siebie.


-On nie powinien tego robić! I basta! Dlaczego pozwalasz mu się tak traktować? – mówi ze złością, dodając gazu.


-Jak? – pytam , bo nie wiem, nie wiem, jak Maciek mnie traktuje. To znaczy wiem, i według mnie jest wspaniały…


-Ja bym ci tego nigdy nie zrobił- mówi.


Te jego słowa odbijają się echem w mojej pustej głowie. Szepnął to do mnie gdy stałam osłupiała , wpatrując się w Maćka.


-Po tym wszystkim co przeszłaś przez tą Sabinę, on jeszcze…


-Karol, zwolnij, proszę cię po raz kolejny! – mówię spokojnie.


-Kaśka! Czy ty tego nie widzisz? Jaka ty jesteś ślepa! – krzyczy na mnie - nie rozumiesz że on nigdy o niej nie zapomni? zawsze będzie dla niego ważna!


Jego słowa trafiają mnie prosto w serce, dlatego je ignoruję, jakby nic nie powiedział.


-Przecież to ona jego pocałowała a nie on ją! Zrobiła to specjalnie! -, wybucham w końcu – zrozum to i nie wtrącaj się w moje życie! Przejmujesz się tym bardziej niż ja i to jest coraz bardziej irytujące!


Milczy. Więc dalej ciągnę swój monolog.


-Ona- jej imię nie przejdzie mi przez gardło – ona zrobiła to specjalnie- staram się mówić spokojnym tonem, lecz mimo to mój głos drży – widziała że patrzę, chciała mi dać do zrozumienia , że … że … och boję się tego … że to jeszcze nie koniec, i że … chciała pokazać , że ma nade mną władzę .. . i że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa… odebrała papiery, już nie wróci do naszej szkoły .. zniknie z naszego życia, ale to nie znaczy że jej nie ma… gdzieś tam… będzie szykować się…do zemsty – i po co ja to mówię głośno?! Karol nie odrywa wzroku od drogi którą nam wytyczył. Nadal milczy. Milczę i ja.


„Ja bym ci tego nie zrobił” Słowa Karola ciągle plączą się z moimi myślami.


Jedziemy przed siebie, nie wiem gdzie, nie pytam już o nic.


-Ale ja tylko...


-Przestań się wtrącać w moje życie! - mówię z zaciśniętymi zębami - nie masz nic lepszego do roboty? -prycham.


Karol zwalnia, i bez słowa zawraca. Po chwili przerywa ciszę mówiąc:


-Przepraszam, nigdy nie pomyślałem o tym w ten sposób .. no że moja troska może ci przeszkadzać – jedzie już wolniej – obiecuję już nie wtrącać się do twojego życia, masz racje.. rób co chcesz.. a ja się usunę, problem z łowy..


-Karol, to nie tak – mówię, jest mi przykro, choć nie wiem czemu – ja chcę żebyś był obecny w moim życiu! Nie chcę tylko, żebyś się mną przejmował! Sama sobie poradzę. Z Maćkiem.


Nie odpowiada patrząc tępo przed siebie. Znowu cisza. Zostaję sama ze swoimi myślami. Przed oczami staje mi obraz Sabiny całującej Maćka. A może to on ją całował, w końcu się nie bronił…


-Jedziemy do domu? – pytam, żeby tylko nie myśleć o Nim.


Karol jednak milczy. Obraził się , czy co?


 


Tajemnice. 2010-03-25

Niedzielny ranek. Deszcz bije o okna, na dworze jest szaro i ponuro. Siedzę przy biurku, wpatrzona przed siebie. Nie lubię takich dni, czuję się uwięziona. Przed chwilą była tu mama, chciała rozmawiać o Sabinie, ale ją wyprosiłam, nadal nie potrafię znaleść z nią kontaktu, po tym wszystkim ...
Nagle ktoś puka do drzwi. Maciek!
-Cześć! - biegnę do niego i rzucam się mu w ramiona.
-Ktoś chce z tobą porozmaiać - odsuwa mnie od siebie aby spojrzeć mi w oczy- Tomek - mówi niepewnie.
-Ok, niech wejdzie, przecież to nie na niego jestem zła.
Tomek wchodzi,rozglądając się po pokoju, jakby był tu pierwszy raz. Siada w fotelu głęboka się w nim zapadając. Maciek pociąga mnie za sobą na łóżko. Zapada niezręczna cisza, słychać tylko krople deszczu bijące o szybe.
-Chciałem wyjaśnić sytuację z Karolem - zaczyna nieśmiało - nie bądź na niego zła, nie oceniaj po zachowaniu, to że nosi ten scyzoryk, bo to przecież nie jest nóż, nic nie znaczy. Właściwie wiele znaczy, dla niego. To pamiątka, bardzo dla niego cenna, jego brat, zginął od ciosów nożem , napadli na niego, a Karol przy tym był..widział jak jego brat umiera .. nosi ten scyzoryk,nie tylko żeby mógł się obronić..gdyby coś.. ale dlatego że on ..po prostu należał do Wiktora...
Znou cisza. Maciek mocniej zaciska moją dłoń w swojej, jakby nie wierzył tą historę..
-Nie broń go! - mówi ostro - to nic nie znaczy! może zrobić krzydę niewinnym osobom, a jakby coś się Kasi stało..przez niego..- mói patrząc nie na mnie ale na Tomka.
-Ja powiedziałem prawdę a co wy...-zaczyna Tomek, ale ja mu przerywam.
-Ok, nie wracajmy do tego, oddam mu ten scyzoryk - patrzę na szyfladę biurka gdzie wczoraj go schowałam.
Tomek zastanawia się,jakby chciał coś poiedzieć...Po chwili odzywa się...
-Jest jeszcze jedno , o czym chciałbym ci powiedzieć, ale tajemnica za tajemnice!
-Ok - mówie szybko i już iem co chcę powiedzieć, muszę to komuś powiedzieć...
-No więc, moja historia jest prosta... chodzi o Sabinę - mówi baiąc się kolczykiem - chodziliśmy kiedyś razem, pamiętasz? ... to było w pierwszej klasie.. nie wiedziałe, jaka jest, nie znałem jej... ufałem jej, a ona mnie zawiodła, oszukała... po pół roku bycia razem doiedziałem się.. że ona zdradzała mnie, i to z nie jednym... a gdy z nią zerałem... zaczeła opowiadać historię że ją biłem.. że ją ... że ją zgwałciłem... ta sprawa o mało nie trafiła do sądy.. gdyby nie Karol... wiesz co on zrobił? .. zbajerował ją.. tak że zapomniała o mnie.. i o tym co chciała zrobić... nawet nie zauważyła kiedy się roztali.. ona taka jest, sama nie wie z kim jest...- milknie wpatrując się w soje buty.
-Pamiętam! - mówię - pamiętam że byliście parą, dopiero teraz to skojarzyłam...ale nigdy nie słyszałam o tym..żebyś...- nie kończę.
-Cała szkoła o tym mówiła - mówi smutno.
-A ja nic nie wiedziałam - mówię i jest mi go żal, Sabina mogła wsadzić go do więzienia..
-Ok, nie mómy już o tym, nie chcę o tym już pamiętać...
-A teraz ty mów - mówi wesoło Maciek ,chcę poznać mój sekret.
-To właściewie żądna tajemnica..-zaczynam- ntu wszyscy wiedzą, ale nie znają prady. no więc...ja...niedawno przeprowadziłam się do rodziców- mówię szybko, patrząc na Maćka, a on kiwa głową, czyli to wie- jeszcze rok temu mieszkałam z ciotką, Agatą, Iloną, z wujkiem... ale po tym co się stało.. wujek zaczął pić.. dzień w dzień wracał z pracy pijany , aż w końcu wyrzucili go.. wtedy było jeszcze gorzej, prawie nietrzeżwiał...nie mogłam na niego patrzeć..nie dobrze mi się robiło.. a kiedy byliśmy sami...on ... mnie ... dotykał - mówię szybko, jakbym się bała że stracę odwagę - i kiedyś ciotka weszła ... gdy on ... -wzdrygam się na wspomnienie-wkurzyła się, kazała się mu wynosić, ale on nic nie zrobił..następnego dnia powiedziała mi , że nie może go wyrzucić, pozbawić ojca dzieciom, powiedziała , że będzie lepiej kiedy to ja się wyprowadzę...no więc tu jestem - wzryszam ramionami- i nie potrafię się odaleść w tym domu, nie umiem znaleść kontaktu z mamą...
Maciek jest spokojny, myślałam , że wybuchnie, że coś zrobi...
-Ale dlaczego mieszkałaś z ciotką? - pyta Tomek.


Nie ma już jej. 2010-03-16

-Kaśka - szepcze Maciek tuląc mnie do siebie – wszystko będzie już dobrze. Jej już nie ma.
Powtarza mi to od godziny , a ja nadal nie potrafię w to uwierzyć.
-Jak mogli ją tak po prostu wyrzucić?- pytam smutno.
-Po tym , co ci zrobiła, należało się jej! – mówi stanowczo – i konie tematu, nie ma Sabiny, już nic złego cię nie spotka…
Tak chciałabym w to wierzyć. W jego ramionach czuję się bezpieczna, gdy mnie wypuszcza, czuje niepokój. Nie może mnie trzymać mnie w nieskończoność. Maciek. Mój Maciek. Ciągle nie mogę w to uwierzyć.
-Kocham cię – szepcze , całując mnie w szyję – zależy mi na tobie. Chcę ciebie.
Mów do mnie jeszcze. Tak bardzo lubię słuchać jego głosu. Uspakaja mnie i wycisza.
Delikatnie mnie całuje, potem coraz mocniej, przyciągając mnie do siebie. Rozpalał mnie w środku, a jednocześnie drżałam od jego dotyku. Ale to było przyjemne. Jego delikatne ręce wodziły po moich ramionach…Tak bardzo pragnęłam , żeby mnie dotykał, żeby był …
W tym momencie drzwi otwierają się bez pukania. Odrywamy się od siebie natychmiast. Do pokoju wchodzi Tomek , a za nim Karol. Maciek widząc Karola, obejmuje mnie mocno, dając znaki, że jestem jego.
-Moglibyście ściągać buty! – mówię ostro, patrząc na ich mokre ślady- i pukać! Natychmiast ściągać buty! Albo wynocha! Nie, no gdzie moja mama? Wpuściła, was w takich mokrych butach? – próbuję wstać, ale Maciek trzyma mnie za mocno.
-Przepraszamy – mówi Tomek ściągając buty. Karol robi to nie chętnie. Czy to takie trudne?
Tomek siada za biurkiem, Karol w fotelu, w kącie. My na łóżku. Tyle miejsca do siedzenia.
-Przeszkodziliśmy wam w czymś? –pyta Karol ironicznie, kładąc lewą nogę na prawej, wygodnie rozsiadając się w fotelu.
Ignoruję jego pytanie.
-Czego chcecie?
-Spokojnie Kaśka, nie denerwuj się tak – mówi szybko Tomek- my tylko chcemy wiedzieć co z Sabiną!
-Wylali ją. Przecież wiesz.
Karol wstaje i podchodzi do nas. Kładzie mi dłoń na policzku, szybko odwracam głową, strącając jego dłoń. Maciek patrzy na niego wrogo.
-Boli? - pyta z troską.
Dotykam swojego policzka. Rana po wczorajszym zderzeniu z biurkiem , była nadal widoczna. To Sabina , wpadła w szał, gdy dyr. Powiedział, że ją wyrzuca i nie ma innego wyjścia. Rzuciła się na mnie, targając mnie za włosy. Gdy mnie puściła, odleciałam i upadłam uderzając twarzą o wielkie biuro pana Kaliszka.
-To twoja wina! – mówi oskarżycielskim tonem Karol patrząc na Maćka , jakby to on miał się teraz na niego rzucić.
-To nie twój interes! Nie pchaj się tam gdzie cię nie chcą!
W tym momencie Maciek mnie puszcza i wstają gwałtownie. Nagle wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie, jak na filmie, po za mną… Karol jednym ruchem wyciąga z kieszeni nóż! Stoją naprzeciw siebie , mierząc się wzrokiem. Tomek szybko taje między nimi.
-Karol! Odłóż ten nóż! – mówi patrząc na niego ostro- mówiłem żebyś go ze sobą nie nosił! Przestraszyłeś ją! – pokazuje na mnie. Siedzę skulona, na łóżku, głowę opierając na kolanach. Maciek się wycofuje, spróbowałby tylko… Podchodzi do mnie, obejmuje mnie, szepcze:
-Przepraszam…
Ktoś szlocha. Dopiero po chwili zdaję sobie , że to ja. Maciek delikatnie wyciera łżę, z mojego policzka.
-Karol! Nosisz ze sobą nóż! Przecież mogłeś mu zrobić krzywdę! Komukolwiek, nawet sobie! Natychmiast wyjdź z mojego domu!
-Ale Kaśka, ja tylko chciałem – mówi stojąc nadal z nożem w ręce.
-Nie ma żadnego ale! Nie chcę cię widzieć! – mówię już spokojna, przecież nic się nikomu nie stało, nic nie stało się Maćkowi.
-Kasiu, przepraszam cię - Karol chowa nóż, podchodzi i klęka przede mną. Maciek odpycha go.
-Słyszałeś co powiedziała? Wynocha! - Karol nie rusza się z miejsca patrząc na mnie smutno. Dopiero Tomek klepie go po plecach, mówiąc delikatnie, ale stanowczo:
-Chodź, idziemy.
-Oddaj mi ten nóż! - mówię, gdy Karol stoi w drzwiach.
-Nie mogę... - mówi nie patrząc na mnie.
-W takim razie nie przychodź do mnie więcej!
Karol , bez słowa wyciąga nóż, i kładzie go na biurku.
-Czemu go nosisz? - pytam jeszcze.
-Żeby się bronić! - odpowiada i szybko wychodzi, żebym nie mogła drążyć tego tematu.
Gdy zamykają się drzwi wyrywam się z uścisku Maćka i podchodzę do biurka. Biorę nóż do ręki, przyglądam się mu.
-Co z nim zrobisz? - pyta niepewnie Maciek-Nie wiem - wzruszam ramionami, chowając go w szufladzie -ale nie wyrzucę go.
Maciek podchodzi do mnie, obejmując mnie od tyłu.
-Przepraszam , że go do tego sprowokowałem - szepcze mi delikatnie do ucha, przechodzą mnie dreszcze.
-Nie przepraszaj, nie mogłeś wiedzieć, że nosi ze sobą nóż.
Maciek odwraca mnie do siebie, patrząc mi w oczy pyta:
-Chcesz się z nim spotykać?
-On potrzebuje pomocy...a co jeśli on..-urywam. nie chcę o tym myśleć.
-W jaki sposób ty mu możesz pomóc? -przewraca oczami.
-Nie wiem - uśmiecham się.
-Jesteś taka dobra, przeze mnie tyle zła cię spotkało...- Maciek delikatnie dotyka mnie po policzku.
-Bedziesz miał bliznę? - pyta z troską w głosie.
-Nie, blizna się zagoi - odpowiadam i nie mam na myśłi tylko blizny z mojego policzka...
-Kocham cię, Maciek- szepczę całując go.


Kawki? Herbatki? Czyli na dywaniku. 2010-03-11

Stojąc przed tablicą przeklinam się w duchu za to , że zgłosiłam się do odpowiedzi. Co mnie podkusiło? Czemu nie słuchałam Berty? Ona wiedziała lepiej ode mnie, żetego nie umiem. Gapię się jak sroka w kość , w te głupie równania.
-Czy skoczysz to dzisiaj? - syczy na mnie Żmija.
-Tak, tak - mówię niepewnie- muszę tylko ...
W tym momencie drzwi do klasy otwierają się i wchodzi dzieczyna.
-Katarzyna Kuligowska, jest proszona do dyrektora - mówi jednym tchem - po tej lekcji- i wychodzi.
No nie, w tym momencie nie jestemw stanie zrobić tego zadania.
-Siadaj , pała- cieszy się Żmija.
Siadam do ławki. Jak w transie. To niemożliwe , żeby dyr wiedział już o Sabinie, przecież nie byłam u niego, jeszcze. Automatycznie siegam do kieszeni w plecaku, gdzie schowałam dyktafon, jakże cenny w tej sytuacji. Z przerażeniem zauważam , że go tam nie ma! Patrzę na Tomka, uśmiecha się zadowolony z siebie. Kurcze, czemu on miesza się w moje sprawy. To jest już denerwujące!
-Helo! Zemia do Kaśki! - Berta macha mi ręką przed oczami.
-Co jest? - pytam zdziwiona.
-Pytałam właśnie , co robiłaś wczoraj z Karolem , jak wyszłam.
-Nic, nie został długo, bo go wyprosiłam.
-I dobrze - podsumowywuje.
Nie jestem w stanie myślaeć teraz o Karolu, ani o niczym innym oprócz tego co mnie czeka, po tej lekcji. Co ja powiem dyrowi? A co jeśli Sabina się zaprze.
-Kto ma dyktafon? - pytam szeptem Tomka.
-Dyr-uśmiecha się.
Cieszy się, że może zemścić się na Sabinie, mi nie jest ani trochę do śmiechu.
Dzwonek! Szybko wybiegam z klasy. Jak najszybciej do gabinetu, chcę mieć to już za sobą. Tomek idzie za mną.
Wchodzę cicho pukając.
-Dzień dobry - mówię ze zdenerwowaniem. Sabina już tu jest. Siedzi na krześle, taka pewna siebie, wpatrując się w dyra.
-Usiądź sobie-, mówi dyr do mnie, uprzejmie - Kawki? Herbatki?
-Nie dziękuję - mówie siadając. W tym stanie mogłabym coś rozlać, coś roztuć. O nie.
Dyr uśmiecha się do mnie. Siedzi w swoim skórzanym fotelu, za dużym biurkiem, zawalonym różnymi papierami. Na ścianach wiszą ogromne obrazy, w kącie regał z książkami.
-Nie będę tolerować takiego zachowania w mojej szkole! - mówi ostro- prześladowanie innych uczniów? To niedopuszczalne, karygodne -mówi oburzony- w mojej szkole nigdy się to nie zdarzyło! Grżenie komuś! nie, to mi , staremu człowiekowi , w głowie się nie mieści!
Sabina nic nie mówi.
-Dobrze , że się nie wypierasz- mówi patrząc na nią- mamy dowody, tego jak postępowałaś i nie pozostaje mi nic innego jak ... usunięcie cię z tej szkoły - mówi smutno.
-Ale jak? To nie możliwe? Rok przed maturą? - mówi oburzona Sabina - to wszystko jej wina! To ona odebrała mi chłopaka! - krzyczy pokazując na mnie palcem.
-Myślisz , że mogę pozwolić ci zostać w tej szkole? To szkoła na poziomie! A takie sprawy załatwia się poza szkołą, nie będziesz z mojej szkoły robiła ringu bokserskiego! -mówi wyniośle.
Dyr jest tu dyrem odkąd siągam pamięciom. Nic dziwnego , że broni swojej szkoły, prze takimi jak Sabina! Śmieszy mnie ta sytuacja, siedzę tu i czekam , czy dyr ją wyleję, co by mnie wcale nie ucieszyło, czy pozwoli zostać, co i to by mnie nie cieszyło...
-Zawiodomiłem waszych rodziców- mówi a w tym momencie drzwi się otwierają i wbiega mama, tak bez słowa, bez pukania. Z Kubusiem pod rękę.
-Kochanie, czemu nic mi nie powiedziałaś, że ta - patrzy na Sabine - cię prześladuje.
Prześladuje, to dla mnie za mocne słowo.
-Mamo, potem porozmawiamy...-próbuję się yrwać z jej objęć. Bez skutku.
Przez uchylone drzwi, wchodzi , mama ich oczywiście nie zamknęła, wysoki, dobrze zdudowany mężczyzna. Spod okularów posyła mi nieprzyjemne spojrzenie.
-Och, dzień dobry, panie Sala.
Sabina podbiega do swojego ojca, jak mała dziewczynka, którą ktoś skrzywdził.
-Moja córka to pożądna dziewczyna , nie wierzę w to, że mogła by się znęcać nad słabszymi.
Słabszymi? Ale ja jestem jedna. A pozatym nie słaba!
-Niestety, musze pana zmartwić, ale pana córka, postąpiła karygodnie, grożąc tej oto dziewczynie, nie pozostaje mi nic innego , jak usunięcie jej z tej szkoły!
-Nie zgadzam się ! - mówi oburzony ojciec Sabiny. Dyr go ignoruje.
-Bardzo mi przykro - mówi dyr uśmiechając się- postaram się jak najkorzystniej rozwiącać ten problem.
Podchodzi do mnie i ściska mi dłoń.
-Mogłybyście nas teraz zostawić- mówi patrząc na mamę - porozmaiam teraz z Sabiną i jej ojcem. Poczekjcie na zewnątrz, zaraz wszystko ustalimy.
-Ale co teraz będzie? Ja się nie zgadzam , żeby ta dziewczyna dalej chodziła do tej szkoły co moja córka! Jeśli ona zostanie , to ja zabieram stąd Kasie- mówi zdenerwowana.
-Proszę nie działać pochopnie - mówi dyr spokojnie- znajdziemy korzystne wyjście.
Czyżby zmienił zdanie, przecież chciał ją wyrzucić, może teraz zostanie, i będzie jeszcze gorzej...
-Oczywiście, zaczekamy - mówi mama grzecznie i ciągnie za soba Kubusia.
Wychodzimy.


Matematyka i Karol. 2010-03-07

Ze zdenerwowaniem trzaskam drzwiami wejściowymi i wbiegam do kuchni. Rzucam plecakiem w kąt.
-To jest nie sprawiedliwe!- mówię ze złością.
-Ale co? – pyta mama , patrząc na mnie jak na kosmitę.
-No szkoła , a co? – przewracam oczami- ale miałam zajebiste miejsce na sprawdzianie z matmy…
-Córciu! Co to za słowa – przerywa mi, ale nie daje jej dojść do słowa.
-Nie wyobrażasz sobie jakie było moje zdziwienie gdy znalazłam się w pierwszej ławce! – bezradnie opadam na krześle- zawsze siadam w tym rzędzie, ale nigdy nie siedziałam naprzeciw niej! No była masakra, weszłam pierwsza, ale wszyscy się rzucili, na najlepsze miejsce i mi zostało ostatnie, najgorsze! Nic nie napisałam, liczyłam, że coś odpiszę, a ty cholera nic!
-Jak ty się wyrażasz, młoda damo?
Młoda dama! No zaraz zacznie o tym jak to było w jej czasach!
-W moich czasach, młoda damo…
Bingo!
-Mamo! – gwałtownie jej przerywam – nie żyjemy w twoich czasach, ale w moich – mówię gryząc marchewkę.
-Fuj! Przecież ja nie lubię marchewki! – szybko ją wypluwam – Przez cały czas studiowałam ściany. Przydało by się je pomalować.
-Co? Przecież niedawno malowaliśmy- dziwi się mama.
-Och, mamo! Ty mnie słuchasz? Mówię o ścianach w tej klasie! Całą godzinę się na nie gapiłam, to nie miało sensu , i tak nic nie kumam. Ja się gapię na ściany, Żmija na mnie, śmiechu warte!
-Żmija? Jak ty mówisz o pani Kwarc? – mama piorunuje mnie wzrokiem.Ignoruję ją.
-Zaraz przyjdzie Berta, pomóc mi trochę. Musze się zgłosić, jutro na lekcji, bo jak nie to ona mnie zje.


-Ach, te dzieci.. – mama kręci głową.
-Więc nam nie przeszkadzaj! Ok.?- śmieje się.
Godzinę później leżymy nad zeszytami do matmy. Rozłożyłyśmy się wygodnie na podłodze. Usypiam.
-Ej, Kacha! Ja tu się produkuję , a ty mnie nie słuchasz – mówi oburzona Berta.
-Nie mogę się skupić – mówi przewracając się na plecy – odłóżmy tą matmę i pogadajmy. Czemu dałaś kosza Sebastianowi? Wiesz jak by było fajnie? Podwójne randki, i te sprawy. A potem byłybyśmy rodziną- mówię rozmarzona patrząc na nią.
-Po pierwsze, to przyszłam ci pomóc, jeśli nie chcesz mojej pomocy to sobie pójdę – mówi wstając- a po drugie to nie zapędzaj się tak,  Sebastian to palant, dobrze o tym wiesz!
-No chyba nie pójdziesz teraz sobie? – pytam zdziwiona również wstając z podłogi.
-Skoro nie chcesz mojej pomocy, to co po mnie?
-Och, już się zabieram za tą matmę – mówię biorąc zeszyt.
Berta robi zadowoloną minę.
-W końcu przyszłam cię tu uczyć.
-Ale nie wczuwaj się za bardzo w tą rolę- śmieje się.
W tym momencie kiedy mam ochotę na prawdę skupić się na równaniach z dwoma niewiadomymi, w drzwiach staje Karol. W tych swoich dziurawych dżinsach i spranym podkoszulku robi wrażenie nie tylko na mnie. Barta patrzy na niego jakby zobaczyła ósmy cud świata.
-Cześć- Karol uśmiecha się pokazując swoje białe zęby –chciałem się dowiedzieć co z Sabiną.
Berta opada głośno na łóżko, tym samym przypomina mi o swojej obecności.
-Wybacz, to jest Berta, moja przyjaciółka- wskazuję na nią- a to jest mój … -zawahałam się. Kim on właściwie dla mnie jest.
-…przyjaciel- Karol kończy za mnie , podając dłoń Bercie.
Siadam na obracanym fotelu, śmiejąc się z miny Berty. Robi słodkie oczy do Karola, co chwile rzucając mi pytające spojrzenia, Karol jednak tego nie zauważa.


-Co z Sabiną? – powtarza pytanie , siadając w koncie na moim nowym fotelu.
-Wygodny? – pytam z uśmiechem.
-Kaśka! Nie zadawaj głupich pytań, tylko opowiadaj!
-A Tomek ci nie opowiedział? – pytam kręcąc się na fotelu.
-Wolę to usłyszeć od ciebie.
-No więc, na razie nic. Dopiero nagrałam Sabinę, jak mi grozi!
-Serio? – dziwi się Karol.
-Tomek nic ci nie mówił? – Berta w końcu odzyskuje mowę.
-Nie- odpowiada Karol- rzucając jej szybkie spojrzenie. Berta się oburza. Tak nawiasem mówiąc, jest to pierwszy chłopak który nie zwraca uwagi na uroki Berty.
Karol wstaję i podchodzi do mnie, stając naprzeciw.
-Daj posłuchać jak się nagrało -  jest tak blisko, że czuję jego oddech na policzku.
Otwieram szufladę w biurku. Berta podchodzi do nas.


„Jeśli nie odczepisz się od Maćka – w tym momencie Karol się wzdrygnął- to pożałujesz i jeszcze będziesz oglądać ten świat, tam z góry”
W tym momencie wyłączyłam dyktafon. Nie chciałam żeby oni to słyszeli, bo to przypominało mi , że jestem słaba, że nie potrafię się bronić.


 -Świetnie! Teraz na pewno ją wyleją! – cieszy się Karol, ja jednak nie jestem tego taka pewna. A co jeśli ściągnę na siebie jeszcze większy gniew Sabiny?
-Och , Kaśka- Karol kręci głową- Maciek ma ogromne szczęście, a w ogóle tego nie zauważa. Nie jest tego wart- mówi patrząc mi w oczy.
Nie lubię gdy ktoś ocenia moje życie, udaje eksperta, jakby mnie znał na wylot.
-To ja może sobie pójdę – odzywa się Berta.
Chcę powiedzieć, nie, chce żeby została, ale ona odchodzi. Nie mogę znieść spojrzenia Karola. Odwracam twarz. Chce żeby to on sobie poszedł, bo boję się że zrobię coś głupiego. On jednak stoi.


To nie tak jak myślisz 2010-03-04

-Tylko sobie nóg nie połam! - woła za mną drwiąco Karol. Wybiegam z pokoju. Serce bije mi mocniej , jakby zaraz miało wyskoczyć. Ręce mi drzą. Matematyczka powiedziała kiedyś do nas: "Dzieci, są dwa uda, albo się uda, albo się nie uda. Wtedy nie zwróciłam uwagi na jej słowa, ale na to , że nazwała nas dziećmi. Teraz to co powiedziała pasowało do mojej sytuacji. Albo mi się uda, i dogonię Maćka, aldbo się nie uda. Proste, nie?
Udało się. Zbiegam na dół po schodach, a Maciek stoi trzymając rękę na klamce wyraźnie zastanawiając się co robić. Nie słyszę kszątania mamy w kuchni, Alka nie siedzi przed telewizorem, Kubuś nie biega po domu, ani taty , ani Michała, gdzie oni wszyscy?
-Bo ja własćiwie przyszedłem po zadanie dla Sebastiana, z angielskiego - mówi Maciek , wpatrując się w swoje buty.
-Ach, tak. Nie przeszło mu? Sam nie mógł przyjść.
-Jest zły, bo Berta dała mu kolejny raz kosza. Chodzi po domu , na każdego wrzeszczy, dobrze że ciebie tam nie ma- uśmiecha się lekko.
-Berta dała mu kosza? - powtarzam - nic mi nie mówiła.. - dziwię się.
-Nie ma o czym mówić - mówi - przyniesiesz mi ten zeszyt?
-Ach , tak... - odwracam się, nagle jednak zawracam.
-Maciek, to nie tak jak myślisz!
-A skąd wiedsz co ja myślę? - pyta ostro.
-No , że ja... że on... że my...-jąkam się.
-Och , daj spokój. Obiecałem że będę z tobą i nie złamię tej obietnicy, przez to...ten ktoś nie zniszczy naszego związku! Choć ten koleś działa mi na nerwy,nie zabronię,ci się z nim spotykać, jeśli tego chcesz.- mówi patrząc mi prosto w oczy.
Nie mogę uwierzyć w to co mówi, myślałam , że bedzie się wściekać.
-To nie jest tak, że nie jestem zły, każdy byłby zły na moim miejscu, jestem zły , że jakiś koleś cię dotykał, ale nie na ciebie...
-Przepraszam - podchodzę i wtulam się w niego. Czuję jego zapach skóry, zapach jego potu.
-Nie masz za co-uśmiecha się.
-My tylko wymyślamy plan jak zemścić się na Sabinie- mówię.
-I co wymyśliliście? - pyta zaciekawiony.
-Jeszcze nic..Tomek główkuje.
-Chodźmy do nich sprawdzimy , może mają jakiś plan! - mówi zafascynowany tym co się dzieje - no co tak patrzysz? Też chcę się na niej zemścić.
-Biedna Sabina, gdyby wiedział co ją czeka - śmieje się, chociaż sama jeszcze nie wiem co.
-A tak w ogóle to ja żartowałem z tym zeszytem- uśmiecha się szeroko.
Gdy wchodzimy do pokoju Karol patrzy spode łba na Maćka, a ten z uśmiechniętaą miną w chodzi do środka, trzymając mnie za rękę.
-I jak Tomek ? Wymyśłiłeś coś? - pytam z uśmiechem na twarzy. To dzięki Maćkowi się uśmiecham. Patrzę na niego. Z zakłopotaniem podpiera głowę, siedząc przy biurku. Jego ciemne włosy, jego błękitne oczy i jego szeroki uśmiech nadal wywołują we mnie dreszcze. Przez cały czas Maciek obserwuje Karola który siedzi z Tomkiem na łóżku. Ja natomiast krąże po pokoju.
-Siadaj, jeszcze dziurę wydepczesz- mówi uśmiechnięty Karol, jakby odkrył Amerykę, zadowolony , że wie o czymś , o czym Maciek nie wie.
-Mój pokój! - mówię głośno- wymyśliłeś coś?- patrzę na Tomka.
-Tak, chyba tak - mówi cicho.


Narada 2010-03-03

Musimy coś wymyślić, pozbyć się Sabiny raz na zawsze.. – Tomek chodzi w kółko po moim pokoju. Jak tylko mu powiedziałam co się stało , zaraz przyszedł do mnie. Ale nie sam. Przyszedł z nim Karol, który siedzi rozłożył się wygodnie w mim obrotowym fotelu. Czasem udaje mi się , złapać jego rozbawione spojrzenie. No tak, jego może bawić ta sytuacja. Jest bardzo śmieszna. A ja sama nie mogę się powstrzymać od zerkania na niego. Przez okno, podają na niego, słabe już promienie słońca, rozświetlając jego twarz. Podarte dżinsy ukazują opalone fragmenty jego umięśnionej nogi. Za długo wpatruję się w jedną z dziur i Karol to zauważa, wybuchając głośnym śmiechem, co tylko powoduje złość Tomka.
-A ty czemu się śmiejesz? Nie przyprowadziłem cię tu żebyś się śmiał z tego wszystkiego.. to poważna sprawa..
-Ale ja nie z tego…-broni się Karol..
-Tomek, powiesz mi wreszcie czemu Sabina odwołała swoje kłamstwa? Jak ją do tego zmusiłeś? – pytam , poprawiając się na moim wygodnym miejscu, na łóżku.
-Ach, mam na nią haka- zbywa mnie kilkoma słowami –ale jak widać nie był skuteczny – dodaje po chwili.
Śmieszy mnie ta sytuacja, Tomek przejmuje się moimi problemami bardziej niż ja sama. No, może przesadzam , nie bardziej, ale jednak za bardzo wciąga go ta historia, a nie powinna, przecież to nie jego problem. Chodzi w kółko, jakby był koniem w cyrku. Zaraz wydepcze mi dziurę w podłodze. Karol , jakby czytał w moich myślach , bo mówi:
-Usiądź spokojnie, bo zrobisz Kaśce dziurę w podłodze. Nie wymyślisz nic gdy jesteś taki zdenerwowany.
Tomek w końcu siad, na podłodze, tam gdzie akurat się zatrzymał. W pokoju zapada cisza. Nikt nic nie mówi, a ja boje się przerwać tą ciszę. Trwajmy w niej jak najdłużej , a nóż widelec, Tomek coś wymyśli, ja tam  nigdy pomysłowa nie byłam.
Słuchajcie – cisze przerywa Karol- to przecież jest karalne, to przecież jest przemoc, przecież może za to wylecieć ze szkoły!
Za dużo ‘przecież’ w jego słowach, i nie zrozumiałam o co mu chodzi.
-Ty, Karol masz łeb! – Tomek szybko podnosi się z podłogi, podchodzi do Karola i przyjacielsko czochra jego czuprynę. Ja też mogłabym tak zrobić. W końcu to mój kolega. Tak myślę.
-Trzeba mieć tylko świadka, nagrać to czy co, i zgłosić do dyra i po problemie. Wyrzuci ją ze szkoły, i sajonara Sabina! – nakręca się Tomek.
-Nie, nie chcę wyjść na kapusia, nie mogę na nią skarżyć. A po za tym, żal mi jej…
-Żal ci jej? Czy ja , Kaśka dobrze słyszę? Po tym wszystkim co ci zrobiła, tobie jest jej żal? – denerwuje się Tomek.
-Nie chcę żeby przeze mnie wyleciała ze szkoły , to zbyt okrutne..
-Nie chcesz żeby wyleciała ze szkoły? ! – powtarza po mnie Tomek, jakby chciał się upewnić że dobrze usłyszał- Okrutne? Nie bądź śmieszna, to jak cię ona traktuje jest okrutne! Już zapomniałaś , co ci zrobiła?
-Nie! – mówię głośno , wstając z łóżka- i chcę zemsty!
-Brawo! To chciałem usłyszeć! – śmieje się Tomek.
Staję naprzeciw niego, patrząc mu prosto w oczy. Jest dużo wyższy ode mnie, i muszę się namęczyć, żeby patrzeć mu akurat w oczy a nie na inną część ciała. Ma minę jakby właśnie ruszał na wojnę.
-Dobra, teraz musimy wymyślić plan! – zdecydowanym ruchem odpycha mnie od siebie.
-Powiedz mi, czemu ci tak zależy …. Zniszczeniu.. to dobre słowo… Sabiny? – pytam patrząc na niego z ukosa.
-Bo tak jest i już!
-Och, ale ty mi działasz na nerwy! – tupię nogą- niczego mi nie mówisz! Masz jakieś tajemnice!
-To jest to czego nie musisz wiedzieć! Nie potrzebne ci to wiedzieć – mówi patrząc porozumiewawczo na Karola.
-A on wszystko wie! – palcem pokazuję ze złością na Karola, co powoduje w nim kolejny wybuch śmiechu.<
Tomek siada na łóżku i myśli.
-Zaraz coś wymyślę – mówi spokojnie.
Karol podchodzi do mnie obejmując mnie w pasie.
-Ej! Co robisz , ja mam… - próbuje się wyswobodzić z jego objęcia, ale to trudne, w końcu to facet, i do tego dobrze umięśniony, ach, czuję jego napięte mięśnie..
-Karol za późno na amory , ona ma tego swojego Maćka- dodaje Tomek patrząc na nas rozbawiony.
Karol patrzy na mnie uśmiechając się. Jeszcze mocniej mniej mnie przytula do siebie i czuję jego mocny zapach.
-Maciek nie zasługuje na ciebie, on cię w ogóle nie zna.
W momencie gdy miałam powiedzieć , że to nie prawda, że znam Maćka od dziecka, choć dopiero teraz się poznajemy, ,że to on mnie wcale nie zna, no bo widzi mnie drugi raz w życiu i już snuje swoje teorie, w tym właśnie momencie do pokoju wszedł Maciek. Korol spojrzał na niego groźnie, ścisnął mnie jeszcze mocniej, że za chwilę przestanę  oddychać. Maciek nie mowi nic, tylko odchodzi.
-Maciek! - chce zawołać, ale moje usta zapomnieły słów.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]